Posty

Szkolna wyprawka

Dzisiaj rozpoczął się rok szkolny. Za parę lat dołączymy z naszym dzieckiem do tej rozgorączkowanej grupy rodzin szykującej się do powrotu do szkoły po wakacjach. Na razie pozwolę sobie na chłodną refleksję na temat tego sezonowego szaleństwa. Należę do pokolenia, które JESZCZE urodziło się w PRLu. JESZCZE co nieco pamięta, choć raczej już przez mgłę. No i pamiętam, że we wczesnym dzieciństwie bardzo, ale to naprawdę BARDZO! - chcieliśmy się z bratem pobawić kartkami (no wiecie, tymi na mięso i inne towary) naszej mamy. Bo skoro pani w sklepie tak fajnie odcina wielkimi nożycami malutką część z kartonika, to niby dlaczego nie mielibyśmy tak samo pobawić się w domu? Wyobraźcie sobie tylko minę naszej mamy, jak nas przyłapała z nożyczkami w jednej ręce i jej kartką w drugiej. Tak oto nauczyliśmy się szanować kartki na mięso. Pamiętam też niebieskie zeszyty, które zawsze wyglądały tak samo, więc należało je urozmaicić okładką, naklejką, rękodziełem. Byle jakoś upiększyć. A oznaką ...

Konsekwencja, konsekwencja i raz jeszcze konsekwencja

Po moim ostatnim wpisie sporo wody upłynęło w Wiśle... Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie odwrotność wielkiego lenia i wzięcie się wreszcie w garść. Choć nie ukrywam, że lenia spodziewam się w każdej chwili, gdy znów przeholuję i organizm powie mi stanowcze "NIE"... W każdym razie wpadłam w szał porządków i znów byłam wcieleniem PPD :-) no, z umiarem, bo nie latam po domu z białą rękawiczką. Niemniej, zabrałam się za stos nieprzebranych faktur i "pozdrowień" ze spółdzielni mieszkaniowej, które od jakiegoś czasu czekały na segregację. Pokonałam tego potwora i znów na jakiś czas mam spokój z tzw. domowym biurem. Nie jest to łatwe, mając dwulatka pod ręką, który marzy wprost o tym, żeby pobawić się każdą kartką. Segregatory są takie fascynujące... Dzisiaj stoczyliśmy z Młodą istną bitwę o pójście spać. Zupełnie nie wiemy, co w nią wstąpiło. Możliwe, że zaczynamy znów ząbkować, bo w pierwszym odruchu wyznała, że boli ją ząbek. Dodam na marginesie, że faza f...

Nie-perfekcyjna pani domu

Dzisiaj wziął mnie leń. Dopadło mnie straszne zmęczenie - zapewne jakiś udział w tym miała moja córka, która od drugiej w nocy dawała mi nieźle popalić. Nic jej nie dolegało. Po prostu była spragniona towarzystwa. Co tylko zasnęłam na pięć minut, ona się budziła i ćwierkała, żeby do niej przyjść. Dzisiaj chodzę na rzęsach, a w skroniach czuję bardzo nieprzyjemny ból - jakby jakaś opona zaciskała się coraz mocniej wokół czaszki. Mam nadzieję, że to z niewyspania, a nie jakiś atak tajemniczej choroby :-) Zauważyłam, że im bardziej jestem zmęczona, tym mniej mam siły na "bycie dzielną". Znacie to uczucie? Padasz na pysk, ale co tam! Kolację rodzinie trzeba zrobić, posprzątać, wyprać, wyprasować... A! I jeszcze bądź radosna i pachnij fiołkami dla męża. Takie staramy się być dzielne i jest to stan normalny, za który nikt przecież dziękować nie musi. Ale dzisiaj nie jestem dzielna. Dzisiaj mam lenia. Jestem potwornie nie-perfekcyjną panią domu. Przypomniał mi się tekst bry...

O spaniu - razem czy osobno?

Długo się wahałam, czy poruszać ten problem. Mam wrażenie, że wsadzę kij w mrowisko, a z drugiej strony wydaje mi się niemożliwe wyczerpanie tematu (rzeki) w jednym poście. Ale niech będzie! Napiszę dzisiaj o zwyczaju spania razem z dzieckiem. Zaczyna się niewinnie. Dzieciątko jest malutkie i nie zajmuje dużo miejsca. A powodów mamy tysiące, z czego na pierwszy plan wysuwa się nocne karmienie. Niejedna mama w pierwszych miesiącach życia dziecka chodzi na rzęsach z niewyspania. I nawet najbardziej zaprawiona w bojach o łoże małżeńskie (żeby pozostało łożem małżeńskim) wreszcie składa broń i karmi na tzw. śpiocha. Bo w pewnym momencie inaczej się nie da - zmęczenie bierze górę. A potem pojawiają się powody emocjonalne: chcemy mieć dziecko blisko siebie, ono też przyzwyczaja się do bliskości mamy, więź zacieśnia się i cementuje. A że dziecko jest coraz większe, zajmuje coraz więcej miejsca, to dla kogo zaczyna go brakować w łóżku rodziców? Ano dla taty... Mam opowiadać dalej, czy każ...