Posty

Wyświetlam posty z etykietą wyznaczanie granic

Wyznaczanie granic

Minęło już sporo czasu od chwili, kiedy poruszyłam ten temat na moim blogu (patrz: Wymuszenia ). Wracam do tematu, bo wtedy jedynie zarysowałam problem i nasze rozwiązanie polegające po prostu na byciu konsekwentnym. Mam do czynienia z dziećmi w różnym wieku, obracam się też w środowisku mam, tatów, cioć i wujków (ci ostatni dostarczają najmniej informacji...) - mam więc dostęp do wielu przypadków zaobserwowanych przez siebie lub innych. Wyciągam wnioski i staję się mądrzejszą i bardziej świadomą mamą. Wiem, jakich błędów chcę uniknąć. Ale wiem też, że popełnię swoje, na których nauczy się ktoś inny. Wracając do tematu. Zaobserwowane przypadki dowodzą póki co skuteczności metody, a posłyszane niedawno historie rodzicielskie skłoniły mnie do powrotu do tematu wyznaczania granic małemu człowiekowi. Powiem wprost: Nie jest tak, że jeśli dziecku na wszystko się pozwoli, to będzie najszczęśliwsze na świecie. Ale nie chodzi też o zamknięcie dziecka w klatce i zabronić mu wszystk...

Wymuszenia

Ostatnio coś nie mogę znaleźć czasu na pisanie... Młoda jest coraz bardziej mobilna i nie daje chwili wytchnienia. Teraz udało się ją wreszcie namówić na drzemkę, więc skorzystam z okazji i coś napiszę. Chciałam się dzisiaj podzielić swoją obserwacją na temat kolejnego etapu rozwoju małego dziecka. Mam na myśli badanie przez małego człowieczka, gdzie są granice dopuszczalności. Wszelkiej. Oboje z mężem bardzo się pilnujemy, żeby konsekwentnie czegoś zakazywać lub konsekwentnie na coś pozwalać. Co nie zmienia faktu, że dziadkowie czasami mają odmienne zdanie. I pozwalają na rzeczy wyraźnie zakazane: pilot tv, telefon komórkowy i klucze. Nie wiem... Czy ja mówię niewyraźnie? Widziałam w akcji dzieci, które unicestwiały te przedmioty w mgnieniu oka (wystarczy wyrzucić z drugiego piętra albo wrzucić do toalety... naprawdę 10 sekund roboty...) i uświadamiałam, uprzedzałam, prosiłam. Na nic. Ja się nie znam. I już naprawdę byłoby mi wszystko jedno, bo to nie mój pilot, nie moje komó...