Posty

Wyświetlam posty z etykietą czytanie

Książki – to się opłaca

Pamiętacie, kiedy pisałam o czytaniu dziecku książek ? Od tamtej pory minęło trochę czasu (prawie pięć lat!) i mogę się dzisiaj z Wami podzielić refleksją, że było warto! Do napisania tego posta zainspirowała mnie historia, którą jakiś miesiąc temu ktoś nagłośnił (jakiś portal wyciągnął sensację z Facebooka). A dotyczyła ona tatusia, który czyta dziecku książkę podczas jazdy MPK. No cóż… Ja też spotykam w MPK jakiegoś tatusia, który czyta swojej trzyletniej (na oko) córeczce. Ja sama czytam córce w MPK. Sadzam ją sobie na kolanach (zajmujemy wtedy mniej miejsca i ktoś może sobie usiąść) i czytam do ucha. Przeczytałyśmy tak cały cykl „Opowieści z Narnii” – wszystkie siedem części. Czytujemy opowiadania o Bolku i Lolku, baśnie Andersena, „Wesołe historie” Ewy Szelburg-Zarembiny, a ostatnio zaczytywałyśmy kilka razy z rzędu pierwszy odcinek „Miraculum: Biedronka i Czarny Kot”, bo opowiadania na podstawie odcinków zaczęły wychodzić w wersji książkowej. Oczywiście do MPK biorę książk...

Szkolna wyprawka

Dzisiaj rozpoczął się rok szkolny. Za parę lat dołączymy z naszym dzieckiem do tej rozgorączkowanej grupy rodzin szykującej się do powrotu do szkoły po wakacjach. Na razie pozwolę sobie na chłodną refleksję na temat tego sezonowego szaleństwa. Należę do pokolenia, które JESZCZE urodziło się w PRLu. JESZCZE co nieco pamięta, choć raczej już przez mgłę. No i pamiętam, że we wczesnym dzieciństwie bardzo, ale to naprawdę BARDZO! - chcieliśmy się z bratem pobawić kartkami (no wiecie, tymi na mięso i inne towary) naszej mamy. Bo skoro pani w sklepie tak fajnie odcina wielkimi nożycami malutką część z kartonika, to niby dlaczego nie mielibyśmy tak samo pobawić się w domu? Wyobraźcie sobie tylko minę naszej mamy, jak nas przyłapała z nożyczkami w jednej ręce i jej kartką w drugiej. Tak oto nauczyliśmy się szanować kartki na mięso. Pamiętam też niebieskie zeszyty, które zawsze wyglądały tak samo, więc należało je urozmaicić okładką, naklejką, rękodziełem. Byle jakoś upiększyć. A oznaką ...

Przygoda z książką

Uwielbiam czytać. Wydaje mi się, że ludzie nieczytający książek są w jakiś sposób ułomni. Żadna (nawet najbardziej kolorowa) bajka ani film (nawet okraszony niesamowitymi efektami specjalnymi) nie uruchomi wyobraźni tak jak dobra książka. Przy czym trzeba tę wyobraźnię najpierw wyćwiczyć. Obecnie żyjemy coraz szybciej. I stajemy się coraz bardziej niecierpliwi. Coraz więcej musimy zrobić w coraz krótszym czasie. Nie mamy go za wiele... I rzadko sięgamy po książkę, bo szybciej zrelaksujemy się przy filmie - cała historia zajmie nam co najwyżej dwie godziny a nie dzień, dwa lub zarwaną noc. Nie jestem wybitnym znawcą literatury. Mam ulubionych autorów i ulubione książki. Od czasu do czasu pozwalam sobie na jakąś nowość, ale i tak najlepiej czuję się z moimi sprawdzonymi przyjaciółmi. Mam taką jedną książkę, którą czytam na poprawę nastroju. Inna jest moim dyżurnym towarzyszem w podróżach służbowych - zwykle nie mogę zabrać ze sobą wszystkich trzech tomów, więc godzinę ślęczę nad...