Posty

Wyświetlam posty z etykietą wychowanie

Bajki

Długo się zastanawiałam, jak ugryźć temat, który w ostatnim czasie zaprzątał mi głowę. Zaczęło się niewinnie od drobnej obserwacji. Pod wieczór moja córka ogląda bajkę na dobranoc i pewnego dnia zauważyłam, że przy tym oglądaniu dość często mruga. Wręcz mruży oczy, jakby ją bolały. Pomyślałam wtedy, że pewnie dużo tej telewizji miała w ciągu dnia, ale może to był incydent. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła, więc postanowiłam porozmawiać z dziadkami, żeby ograniczyli Młodej tę telewizję. Jak się już domyślacie, nie mam zbyt wysokich notowań u dziadków. Jak o coś proszę, to zazwyczaj spotykam się z pełnym pobłażania uśmiechem, a moje prośby puszczone są mimo uszu. Czasami czuję się trochę przeźroczysta i odechciewa mi się mówić, skoro moje słowa i tak nie trafiają do uszu odbiorców. Do tego wszystkiego dochodzi niezbyt szczęśliwy dobór bajek. Okazało się, że moje dziecko uwielbia bajkę pt. "Tom i Jerry", w której kot z myszą prześcigają się w złośliwościach i ręk...

Straszenie dzieci

Wróciłam. Bardzo długo mnie nie było, przyznaję. Pokomplikowało mi się trochę życie i nie złapałam w porę zakrętu. A wiele się działo... Wyszłam chyba na prostą i mam nadzieję, że zasypię Was teraz różnymi postami. Na początek podzielę się z Wami przemyśleniami, które ostatnio najbardziej zaprzątały mi głowę. Od razu uprzedzam, że będę pisać pod wpływem emocji, bo temat jest gorący. Straszenie Młodej postawiło mnie w stan najwyższej gotowości - mój instynkt opiekuńczy został obudzony i będę mojego dziecka bronić jak lwica! Emocje, emocjami, ale spróbuję Wam nakreślić sytuację. Młoda wkroczyła w trudny okres rozwoju, zwany powszechnie buntem dwulatka. I tak wydaje mi się, że u naszej córki przebiega on całkiem łagodnie, bo nawet najgorsze wyskoki są w granicach tolerancji (ale już może prędzej zrozumiecie, skąd wzięła się moja dwumiesięczna nieobecność na blogu). I teraz wychodzą na światło dzienne kolejne zalety naszych metod wychowawczych, bo - przykładowo - jakoś p...

Konsekwencja, konsekwencja i raz jeszcze konsekwencja

Po moim ostatnim wpisie sporo wody upłynęło w Wiśle... Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie odwrotność wielkiego lenia i wzięcie się wreszcie w garść. Choć nie ukrywam, że lenia spodziewam się w każdej chwili, gdy znów przeholuję i organizm powie mi stanowcze "NIE"... W każdym razie wpadłam w szał porządków i znów byłam wcieleniem PPD :-) no, z umiarem, bo nie latam po domu z białą rękawiczką. Niemniej, zabrałam się za stos nieprzebranych faktur i "pozdrowień" ze spółdzielni mieszkaniowej, które od jakiegoś czasu czekały na segregację. Pokonałam tego potwora i znów na jakiś czas mam spokój z tzw. domowym biurem. Nie jest to łatwe, mając dwulatka pod ręką, który marzy wprost o tym, żeby pobawić się każdą kartką. Segregatory są takie fascynujące... Dzisiaj stoczyliśmy z Młodą istną bitwę o pójście spać. Zupełnie nie wiemy, co w nią wstąpiło. Możliwe, że zaczynamy znów ząbkować, bo w pierwszym odruchu wyznała, że boli ją ząbek. Dodam na marginesie, że faza f...

Gryziemy

W przerwie mojej twórczości wrzucam coś z realnego życia. Bo tak na marginesie chciałam dodać, że opowiadania w zakładce "Literatura NIE-faktu" to czysta fikcja. Moja wyobraźnia płata mi czasami figle i wychodzą z tego takie kwiatki :-) A teraz coś bardziej na serio. Gryziemy. Mamy już 6 wyrżniętych ząbków i gryziemy wszystko jak leci. Najchętniej mamę w szyję lub ramię podczas przytulania. Albo wzdłuż ręki. I ostatnio miałam poważną rozmowę z babcią na ten temat. Bo staramy się uczyć Młodą, że gryzienie ludzi to nie za bardzo odpowiednia metoda wyrażania swoich uczuć. A babcia mówi "Nie gryź babci", po czym śmieje się radośnie. I co z tego rozumie mały człowieczek? Rozumie, że to super zabawa. Czyli nie do końca to, o co nam chodziło... Gryzienie ma też swoje dobre strony. Właśnie zaczynamy odkrywać samodzielne jedzenie obiadu. Ostatnio karmiłyśmy się w ten sposób, że Młoda przychodziła sobie "na gryza". I tym sposobem pochłonęła cały talerz. Pra...

O zachowaniu się przy stole

Trudne chwile przeżywa matka, która nie ma już wyłącznego wpływu na wychowanie swojego dziecka. Myślę, że nie jestem odosobniona w tym poczuciu. A zaraz przytoczę przykład tego, jak separacja matki i dziecka może się odbić na dotychczasowych relacjach. Poruszę temat jedzenia. A raczej karmienia. Na inne tematy też przyjdzie jeszcze czas, jak sądzę... Bo mam trochę przemyśleń. Ostatnie kilka tygodni zajęło mi małe śledztwo pt. dlaczego moje dziecko nie chce jeść. Dodam, że nie chce jeść zupek, które wcześniej uwielbiało. Pluje dalej jak widzi i nic nie działa: ani prośba, ani groźba. Nic. Kompletnie. Za to u babci, u której spędza przedpołudnia od poniedziałku do piątku, zawsze zjada cały obiadek. Gdzie haczyk? Hmmm... Nie było to proste. Musiałam uciec się do małego podstępu i wreszcie po wielu zabiegach dyplomatycznych uzyskałam upragnioną wiedzę. Dziadkowie wpadli bowiem na genialny pomysł, żeby zrobić z obiadu coś w rodzaju spektaklu. Odbywa się to mniej więcej tak, że ...

O babciach

A dzisiaj chciałam napisać o babciach :-) Może dlatego, że wczoraj odwiedzili nas teściowie? Ale nie zamierzam narzekać na moją teściową. Będę nietypową synową, która nie oskarża matki swojego męża o całe zło istniejące na tym świecie... Zacznę może od tego, że właśnie od teściowej dostałam książkę pt. "Od noworodka do przedszkolaka. Rady dla rodziców" pod red. doc. dr hab. med. Marii Kamińskiej. Książkę tę wydano w 1979 r. i teściowa korzystała ponoć z tej publikacji.  Dlaczego mówię o tej książce? W końcu mnóstwo porad będzie nieco przestarzałych. Ani słowa o pieluszkach jednorazowych, słoiczkach, fotelikach samochodowych itp. A jednak... Znajduję tam wiele pożytecznych porad. I dzisiaj chciałam zacytować tę, która sprawiła, że książka spodobała mi się już na starcie. Posłuchajcie: "Osobnym problemem jest właściwy układ stosunków z babcią (dziadkami), która w chwili pojawienia się wnuczka często przeżywa swoje powtórne macierzyństwo. Zarówno oddanie je...