Posty

Wyświetlam posty z etykietą Dieta dziecka

Poradnik żywienia małego dziecka

Chciałam dzisiaj polecić lekturę "Poradnika żywienia dziecka w wieku od 1. do 3. roku życia" opracowanego przez Instytut Matki i Dziecka. Opracowanie można ściągnąć ze strony Instytutu Matki i Dziecka . Przeczytałam dość wnikliwie ów poradnik, bo moje dziecko tak jakby nie przybiera na wadze. Problem polega na tym, że rośnie mi mały niejadek, który nie lubi nowości. Pierwszą moją myślą była refleksja, że bardzo trudno przyjdzie nam wprowadzić w życie zawarte w nim porady. Niestety nie mam wyłącznego wpływu na to, co moje dziecko je. To naturalna konsekwencja zostawiania pociechy pod opieką babci. Mogę zostawiać elaboraty, prosić, błagać - wszystko na nic. Dziadkowie podsuwają Młodej różne przekąski i niczego nie potrafią jej odmówić. Nie pisałam chyba o eksperymentalnym podaniu dziesięciomiesięcznej Dzidzi kiszonej kapusty - bo przecież woda z kiszonej kapusty jest bardzo zdrowa na żołądek! I miałam urozmaicony weekend serią biegunkową o zapachu, który wybitnie wskaz...

Alergiczne apogeum

No i teraz dopiero mamy zawrót głowy. Dzidzia zesypana, a my kompletnie nie wiemy, po czym... Oczywiście pierwszy podejrzany: gluten. Po dwóch dniach podawania kaszki manny pokazała się piękna wysypka. Grysik poszedł w odstawkę. Myślałam, że mamy już spokój. Uczulenie na gluten? Trudno, zdarza się. Da się z tym żyć. Ostawiliśmy i wysypka ładnie zeszła. Ale cóż to znowu? Po następnych dwóch dniach znów pięknie Dzidzia zesypana. Po czym? Przecież nie wprowadzaliśmy jej nic nowego. Tylko zupka jarzynowa, w której nie zmieniam składników ani proporcji. Zagadka... Póki co zastosowaliśmy rozwiązanie doraźne. Do środy Dzidzia jedzie na samym mleku. Odstawiamy wszystko inne, co mogłoby ją uczulić. Najważniejsze jest teraz zaszczepienie jej, a w takim razie nie może mieć żadnych wysypek. A po szczepieniu ustalimy z lekarzem jakiś racjonalny plan. Zadziwiające, jaki się człowiek przy dziecku robi ostrożny. Do tej pory żyłam w błogiej nieświadomości. Nie wiedziałam, co to niepokój o ...

Ekspozycja na gluten

Wczoraj wkroczyliśmy na niepewny teren - wprowadzenie glutenu. Z tygodniowym opóźnieniem, ale spowodowane to było alergią, o której ostatnio pisałam. Wyrazy uznania dla naszego pediatry za intuicję - wszystkie objawy minęły, więc diagnoza była trafna. Z glutenem wiąże się spore ryzyko. Szczególnie niebezpieczna może się okazać dość groźna choroba - celiakia. Nic więc dziwnego, że na forach dyskusyjnych wiele zaniepokojonych mam wymienia się wątpliwościami na ten temat. Tak się akurat zdarzyło, że to mój mąż został wysłany na ekspedycję, której celem było zdobycie kaszy manny. Zgodnie z sugestiami naszego pediatry nie skusiliśmy się na gotowe kaszki i mieszanki smakowe z glutenem. Potrzebowaliśmy produktu bazowego. Ale, jak wiadomo, mężczyźni mają fantazję. I mój mąż powrócił z kilkoma opakowaniami różnych produktów zbożowych dla dzieci. Normalnej kaszy manny w tych zakupach nie było :-)) Na szczęście szybko uzupełniliśmy te braki i powstał problem gotowania tej kaszy manny...

Alergia

"No i skończyło się rumakowanie"... Moja Dzidzia nabawiła się alergii pokarmowej. I teraz zaczynamy bujać się z eliminacją. Na pierwszy ogień poszło dzisiaj mleko. Od kilku godzin jestem "szczęśliwą" posiadaczką Bebilonu Pepti. Co więcej, mamy chwilowy zakaz podawania soków i owoców. Czyli jesteśmy na sztucznym mleku i na zupce jarzynowej. I w tym miejscu chciałam napisać kilka słów nt. karmienia dzieci butelką. Konkretnie chodzi mi o społeczne napiętnowanie matek niekarmiących piersią. Sporo się nasłuchałam i naczytałam o tym. Raz nawet usłyszałam opinię, że to decyzja matki czy chce mieć zdrowe dziecko, czy woli, żeby chorowało. Okropna, niesprawiedliwa ocena! Przecież nie zawsze jest to decyzja matki. Czasami po prostu nie ma tego pokarmu. I przejście na butelkę w takiej chwili okupione jest emocjonalnym cierpieniem. Więc może warto zastanowić się trochę zanim wypowie się słowa, które naprawdę dotkną taką mamę do żywego. Wkrótce skończą mi się też dostaw...

Rozszerzanie diety – wątpliwości

Coś czuję, że będę zaglądać rzadziej. Rozszerzanie diety mojej Dzidzi ma urocze następstwa. Fizjologiczne. Normalna sprawa, każdemu rodzicowi nieobca. I w pierwszym odruchu chciałam poświęcić temu dzisiejszy post, ale któż chciałby czytać o kupkach? :-) No właśnie... Więc pogadajmy o czymś innym. Jak wspomniałam dwa dni temu, chwilowo zmuszeni jesteśmy do korzystania ze słoiczków. Już prowadzę pertraktacje ws. jabłek z zaprzyjaźnionego sadu. Kto wie, może mi się poszczęści też z marchewką i ziemniaczkami? Prawdziwa polka zacznie się przy mięsie, ale na to mam jeszcze miesiąc czasu. Teraz zaczęłam się zastanawiać nad wprowadzaniem nowych smaków. I utknęłam. Bo jakoś nie byłam w stanie doczytać się na żadnym z zaprzyjaźnionych portali, czy nowe smaki też wprowadzamy stopniowo, czy mogę dziecku od razu zapodać cały słoiczek np. brokułów? Muszę przyznać, że odwaliłam kawał roboty rozpoznawczej. W końcu doszłam do logicznego wniosku, że przyzwyczajanie ILOŚCIOWE do stałego pok...

Rozszerzanie diety

Przychodzi taki dzień w życiu dziecka, kiedy odkrywa, że nie samym mlekiem żyje człowiek. To ważne wydarzenie w życiu całej rodziny, na które należy się odpowiednio przygotować. Nie wszystko można przewidzieć. Choćby tego, że maluszek może wypiąć się na dziwne zachcianki rodziców i po prostu odmówić współpracy. Albo zażyczyć sobie od razu całej - niedozwolonej na starcie! - porcji warzywka. A jednak spróbowaliśmy wyposażyć się w niezbędną wiedzę, żeby zminimalizować zagrożenia występujące w procesie włączania nowych smaków do diety. Dzidzia dostała do zabawy łyżeczkę kilka dni wcześniej. Od razu zaznaczę, że ja trzymałam łyżeczkę z drugiej strony - takimi przedmiotami nie bawimy się samodzielnie, bo wyobraźnia ludzka (szczególnie dziecięca) nie zna granic. A że Dzidzia jest na etapie ząbkowania i wszystko pcha do buzi, nie było problemu z nową zabawką. Po kilku przymiarkach do łyżeczki można było spróbować karmienia. Nie wiem, czy miało to wpływ na rezultaty, ale odnieśliśmy s...