Posty

Niedepresja poporodowa

Dzisiejszy post zatytułowałam trochę przekornie. Nie chcę pisać o depresji poporodowej, o której napisano wiele książek i która powinna być leczona przez specjalistę. Chcę napisać o spadku nastroju, który trafia się każdej świeżo upieczonej mamie. Wszystko zaczyna się, kiedy opadną pierwsze emocje związane z porodem, przyjściem na świat cudownego dzidziusia i powrotem do domu. Zaczyna się życie rodzica: matki i ojca. Codziennie ten sam rytm dnia, bo to najważniejsze dla poczucia bezpieczeństwa noworodka, a potem niemowlęcia. Nie myślimy o tym, że ta rutyna w końcu zacznie nas zabijać. Powoli i skutecznie. Żaden rodzic nie myśli o sobie. Świat kręci się wokół dziecka. No i przychodzi ten dzień, kiedy spoglądamy w lustro i opadają nam łuski z oczu. Czasami "troskliwy" tatuś przypomni o lustrze - szczególnie, kiedy mamusia starannie unika oglądania swojego oblicza. Nagle zaczynamy widzieć, że mamy za szerokie biodra, brzuch sflaczały i obwisły, rozstępy biją po oczach, ...

Chcę odzyskać swoje ciało

Przypuszczam, że nie jestem jedyną mamą, która po porodzie zapragnęła wrócić do figury "Sprzed". Tym określeniem definiuję epokę, kiedy rodzina składała się tylko z dwojga kochających się ludzi. Im więcej czasu upływa od dnia porodu, tym mniej się pamięta o tych czasach Sprzed. Dziecko wypełnia miłością, radością i nerwami (stan przedzawałowy mam średnio raz dziennie...) i w ogóle nie potrafimy sobie wyobrazić, że nasze życie miałoby wyglądać inaczej. Nawet, jeśli padamy na tzw. pysk i marzymy o porządnym wyspaniu się i poleniuchowaniu przez jeden dzień. Ale wystarczy obejrzeć zdjęcia Sprzed i czujemy gdzieś na dnie duszy, że Teraz wyglądamy trochę inaczej - a nawet BARDZO inaczej. I tęsknimy do dawnego wyglądu. Szczególnie, jeśli zerkniemy, ile fajnych ciuchów marnuje się w szafie, bo są o dwa numery za małe ;-) Sęk w tym, że jestem chyba trochę leniwa. Kilkakrotnie próbowałam zabrać się za siebie - i nawet chwaliłam się tymi podejściami tu na blogu. Ale ćwiczenia w...

Wyznaczanie granic

Minęło już sporo czasu od chwili, kiedy poruszyłam ten temat na moim blogu (patrz: Wymuszenia ). Wracam do tematu, bo wtedy jedynie zarysowałam problem i nasze rozwiązanie polegające po prostu na byciu konsekwentnym. Mam do czynienia z dziećmi w różnym wieku, obracam się też w środowisku mam, tatów, cioć i wujków (ci ostatni dostarczają najmniej informacji...) - mam więc dostęp do wielu przypadków zaobserwowanych przez siebie lub innych. Wyciągam wnioski i staję się mądrzejszą i bardziej świadomą mamą. Wiem, jakich błędów chcę uniknąć. Ale wiem też, że popełnię swoje, na których nauczy się ktoś inny. Wracając do tematu. Zaobserwowane przypadki dowodzą póki co skuteczności metody, a posłyszane niedawno historie rodzicielskie skłoniły mnie do powrotu do tematu wyznaczania granic małemu człowiekowi. Powiem wprost: Nie jest tak, że jeśli dziecku na wszystko się pozwoli, to będzie najszczęśliwsze na świecie. Ale nie chodzi też o zamknięcie dziecka w klatce i zabronić mu wszystk...

Niemowlęcy wyścig szczurów

To niejednego rodzica może wpędzić w rozterki, bezsenność, a nawet depresję. I z całą pewnością wpływa na znaczne obniżenie poczucia własnej wartości. "Czy twoja córka już siedzi?" , "Mój synek zaczął chodzić zanim skończył dziewięć miesięcy, a twój roczny dopiero raczkuje?", "Moja dwuletnia córeczka już mówi pełnymi zdaniami, a twój synek jest od niej starszy i jeszcze nie mówi?" - przykłady mogę mnożyć, opierając się nie tylko na własnych doświadczeniach, ale na relacjach moich znajomych. Zakładam, że każdy z Was, drodzy rodzice, choć raz usłyszał coś takiego. I wtedy zaczyna się gonitwa myśli... Czy moje dziecko jest opóźnione? Czy powinnam iść z nim do logopedy? Psychologa? Neurologa? A może zapisać na rehabilitację? No i jak zaczynamy wyliczać sobie specjalistów, najwyższa pora wrzucić na luz. Zanim zaczniemy dzwonić do któregokolwiek z nich, zastanówmy się na spokojnie, czy w rozwoju naszego dziecka rzeczywiście występują jakieś nieprawi...